wtorek, 21 sierpnia 2012

Villa-Lobos - 5 Piano Concertos - Cristina Ortiz, Royal Philharmonic Orchestra, Miguel Gómez-Martínez [21 i 25 sierpnia 2012]


W 2/4 pierwszej płyty - pod koniec 2. koncertu - wrażenia więcej niż słabe... Kompletnie nic mi się tutaj nie podoba. Koncert 1. pochodzi z roku 1945, 2. z 1948, kolejne - 1952/57, 1952 i 1954.
Gdzieś - wedle irytująco krótkiego eseju w książeczce - ukryte są ponoć cytaty z brazylijskiego folkloru. Właśnie w 2. koncercie ... Konia z rzędem temu, który je znajdzie.
Problem tych pięciu koncertów jest generalnie taki, że ani w warstwie orkiestry, ani w warstwie fortepianu nie ma kompletnie nic ciekawego, nic intrygującego. Mam wrażenie, że gdyby sprytnie wyciąć partie fortepianu i potem je powklejać - tym razem już przypadkowo - do partii orkiestry - niewielka byłaby różnica. Taka "nijaka" muzyka ... jakiej najbardziej nie lubię.

Będąc mocno przyciśniętym do ściany przez ten swój jednoznacznie negatywny odbiór, zacząłem szukać w pamięci innych XXwiecznych koncertów, który mam w zdecydowanie większym poważaniu. Szybko zrobiła się spora lista ... a że przeszukując stare maile znalazłem ciekawą listę 'rekomendowanych' .. wklejam (dopiski z oryginału! nie moje!!):

Balakirev 2 (completed in about 1910 according to wikipedia)
Barber
Bartok 1, 2, 3
Busoni
Gershwin
Glazunov 1, 2
Ligeti
Medtner 1, 2, 3
Milhaud 1, 2, 3, 4, 5

Pierné's Poème Symphonique
Prokofiev 1, 2, 3, 4, 5, 6 (unfinished)
Rachmaninov 2, 3, 4
Rautavaara

Ravel in G / Ravel for the left hand
Sauer's piano concertos were 20th century?
Scharwenka 4 (and maybe 3 also)
Schoenberg
Shostakovich 1, 2


I nawet jeśli niektórych nie słyszałem(Milhaud, Pierne..), to każdy z pozostałych bije dowolny koncert V-L na głowę - niestety. A taki Tveitt i jego koncerty?
[Kilka dni później posłuchałem tych dwóch płyt jeszcze raz - zdanie nie zmieniam: to nie są jakieś szczególnie dobre koncerty. W żaden sposób nie można ich stawiać obok tych z listy wyżej. Ale nie są też dramatycznie złą. Czymś, co mogłoby je 'uratować' byłaby szczypta takiego muzycznego nacjonalizmu - coś szczególnego, czego nie mieli ani Bartok, ani Prokofiew. Szkoda wielka, że V-L na to się nie zdobył. Ale nagrania nie kasuję, w sumie warto mieć.]

czwartek, 16 sierpnia 2012

Bach - Passions - La Petite Bande, Sigiswald Kuijken, Gustav Leonhardt [15 sierpnia 2012]


Udało się! Obydwie Pasje (SJP i SMP) wysłuchane w całości jednego popołudnia i wieczora - uważnie i nadzwyczaj czujnie!
Nie tak dawna śmierć GL była smutnym impulsem do wrzucenia tych nagrań do J3.
SJP została nagrana w lutym i w kwietniu 1987 roku, SMP - w marcu 1989. Pierszą prowadził Kuijken, drugą - Leonhardt. Rolę Ewangelisty wykonywał Christophe Pregardien, Jezusa - Harry van Der Kamp i Max von Egmond; w obydwu śpiewał Rene Jacobs, w SJP m.in. Barbara Schlick. W orkiestrze - co łatwo sobie wyobrazić - po prostu masa najwybitnijszych muzyków! Kuijkenowie, Dombrecht, Ponseele, Junghanel, Hantai (jeden i drugi!), Terakado, Kitazato (którzy będą za kilka lat nagrywać z Suzukim) ... można by jeszcze ciągnąć ...
I w rezultacie diabli biorą bo mogłyby to być wręcz wzorcowe nagrania - a nie są. Zagrane są bajecznie - chociaż jak na mój gust - SMP za wolno; soliści - w zasadzie bez zarzutu, chóry - podobnie. Tylko na jaką cholerę w SMP te cienkie chłopięce soprany!?! Po co ten Tolzer Knabenchor?? To ci dwaj nieszczęśni soliści psują mi tutaj całą przyjemność. Diabli niech wezmą tę całą historyczną poprawność - nich będzie 'słuszna' teza, że takie właśnie głosy były w bachowskim chórze. Idę jednak o zakład, że gdyby Bach miał do dyspozycji profesjonalnych śpiewaków, to dla takich by pisał, takich by zatrudniał. Inna sprawa, że ci dwaj z TK naprawdę są tacy sobie ....

środa, 15 sierpnia 2012

Niccola Matteis - False consonances of Melancholy (Ayres for the violin) - Gli Incogniti, Amandine Beyer [15 sierpnia 2012]


[Wygląda na to, że to nagranie jest naprawdę 'in high demand'... sądząc bo liczbie szukających.]
A warto się wysilić lub po prostu wysupłać tych parę euro - bo to kolejna znakomita płyta od Amandine Beyer i jej zespołu. Nawet jeśli nie tak intrygująca, jak 4P AV- to warto!
Bo Nicola Matteis zasługuje, jak mało który kompozytor tamtych czasów, a ci wykonawcy grają kapitalnie.

 

Respighi - Belkis, Queen of Sheba; Dance of the Gnomes; The Pines of ROme - Eiji Oue, Minnesota Orchestra [15 sierpnia 2012]

Respighi: Belkis, Queen of Sheba

Ależ dzisiaj bajeczna seria - magiczna trójka (a może i więcej...)
Muzyki Respighi'ego nie słuchałem lata całe. A przecież to jedna z moich pierwszych płyt! Nie z Piniami co prawda ale z Festiwalami - ale zauroczenie przyszło natychmiast. I trochę to dziwne, że w pewien sposób "przeszło". A tylu utworów nie słyszałem, tylu nagrań istnienia nawet nie byłem świadom.
To jest wybitna płyta. Trzy niezwykłej urody kompozycje, znakomite wykonanie i bajecznej jakości nagranie. Oczywiście pierwszych dwóch kompozycji nigdy wcześniej nie słyszałem.
Suita 'Belkis - Queen of Sheba' to niezwykłe odkrycie. To stosunkowo późny utwór - z 1931 roku - a więc 7 lat po Piniach i 3 po Festiwalach.



Vivaldi - Les Quatre saisons et autres concertos - Amandine Beyer, Gli Incogniti [14-15 sierpnia 2012]


Najpierw recenzja klienta sklepu Quobuz: 'Che dire..., tecnicamente incisione troppo asciutta, legnosa, fredda.... Artisticamente... per nulla entusiasmante, a mio avviso un disco di cui si può fare a meno ';
niezawodny Google Translator tłumaczy to tak...: 'Cóż mogę powiedzieć ... technicznie zbyt suche trawienie, drewno, zimne .... Artystycznie ... wcale nie ekscytujące, moim zdaniem, dysk twardy można zrobić bez'... :))) ....  i 2 gwiazdki.
A to jest fantastyczna płyta! Jedno z ciekawszych wykonań 4P jakie kiedykolwiek słyszałem! I genialne trzy koncerty na dokładkę! Na dwoje skrzypiec i wiolonczelę RV 578a, i dwa na skrzypce solo RV 372 i RV 390. Ten pierwszy - cudo! Pozostałe - niemal identyczne. I uwaga - dwa pierwsze koncery mają tutaj swoją płytową premierę!
Znakomite nagranie, świetna i mądra interpretacja - taka ... akuratna. Skromna obsada - ponoć OVPP ... - i dzięki temu pierwszy raz w 4P tak wyraźnie usłyszałem klawesyn! Generalnie - wielkie brawa dla całej sekcji 'continuo'! AB nie stara się ścigać z Biondim czy Carmignolą, nie gna w kolejne ekstrema masakrując Vivaldiego niczym Spinosi. Myśli ... i czyta tę muzykę w niezwykle intrygujący sposób. W 'kobiecy' sposób? Cokolwiek to znaczy...
Tutaj recenzja, której autor chyba słyszał to samo co ja i bardzo podobnie o tej płycie myśli:
http://audaud.com/2009/02/vivaldi-the-four-seasons-three-violin-concertos-amandine-beyer-violingli-incogniti-zig-zag/
Rzeczywiście .. przypomina się ten znakomity dokument (BBC bodajże) o wyprawie angielskiej żeńskiej orkiestry do Wenecji, która grała koncerty AV w tym samym miejscu, co jego orkiestra z Ospedale.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Dario Castello & Giovanni Battista Fontana - Sonate concertate in stilo moderno - John Holloway, Lars Ulrik Mortensen, Jane Gower [14 sierpnia 2012]


Wybitna płyta!!! I jak nic lada tydzień ją sobie kupię, do całej serii nagrań JH dla ECM, jakie mam.
Trudno sobie wyobrazić lepszych wykonawców tej muzyki. Klasyka włoskiej wiolinistyki pierwszej połowy XVII wieku - sonaty DC wydane zostały w latach 1621 i 1629, sonaty GBF w 1641 roku.
Holloway i Mortensen to klasa sama dla siebie, odkryciem natomiast jest dla mnie Jane Gower - grająca na dulcianie - prekursorze fagotu. Połowa nagranych tutaj sonat jest właśnie napisana na skrzypce i fagot - brzmią wprost bajecznie.
Genialne wykonanie arcygenialnej, pełnej kapitalnych pomysłów, muzyki. Wielka rzecz!
[Dwa tygodnie później wrażenia są identyczne - jak nie lepsze! Fantastyczna płyta! Hollowah kolejny raz udowadnia, że w takim repertuarze w tej chwili nie ma sobie równych. Bajka.]

niedziela, 12 sierpnia 2012

Andre Campra - Messe de Requiem - Le Pages & Chantres du CMBV, Orchestre des Musiques Anciennes et à Venir, Olivier Schneebeli [12 sierpnia 2012]



Kanikuła muzyczna przeciągnęła się jednak sporo poza 5 sierpnia.
Z kilku powodów: po pierwsze - ciekawość Promsów, po drugie - święty spokój w pokoju i możliwość słuchania do upadłego; po trzecie - gapiostwo - to zapominałem dysku, to kabla ... A że na Promsach ciekawego niewiele, a z nadmiarem swobody - wiadomo - czasem nie sposób sobie poradzić .. stąd taki rezultat.
Zakupy na nadchodzący tydzień z Camprą? W sumie dobrze wyszło. W sklepie cisza, można było przebierać w paprykach, wybierać i ważyć pieczarki, bakłażany ...
W programie płyty 'Requiem' i grand motet 'In convertendo'. Nagranie na żywo, dokonane podczas dwóch koncertów w Kaplicy Królewskiej pałacu w Wersalu, 8 i 9 października 2010. Nagranie świetne technicznie, gdyby nie oklaski, nigby bym nie zgadł, że 'live'.
Uwielbiam francuskie produkcje Schneebeli'ego dla K617 i to nagranie na pewno do zbioru tych ulubionych dołączy. I nawet jeśli Requiem mogłem słyszeć w nieco bardziej porywającym wykonaniu (Herreweghe?). Chociaż to umiarkowane wrażenie w zasadzie znika przy kolejnych odsłuchaniach, szczególnie wtedy, gdy posłucha się nieco głośniej.
To piękna i wyjątkowo poruszająca muzyka. I jakże inna od dzieł Lully'ego. Campra - choć pół-Włoch dzięki ojcu - podąża jednak szlakiem 'francuskim'. Po śmierci Ludwika XIV nastała moda na styl narodowy, na podkreślanie francuskiej oryginalności, tak w śpiewie, jak i w muzyce.
Świetny chór, bajeczne smyczki! Kapitalna całość.
Przy okazji nauczka na przyszłość - J3 nie daje sobie rady z szybkim wczytywaniem dużych plików - powstają nienaturalnie długie przerwy, szarpiące dramaturgiczną całość; mega jakość jednak lepiej sobie zachować dla symfonii czy koncertów.