piątek, 30 grudnia 2011

Bruckner - Symphony No. 7 - Karajan, Berliner Philharmoniker (EMI) [29-30 grudnia 2011]

Słuchając coraz więcej symfonii Brucknera, najwyższa pora zacząć temat traktować bardziej serio - zacząć podawać edycje. Dzięki nim bowiem symfoniczny opus AB niemal się dubluje!
Karajan nargał ze swoimi filharmonikami dla EMA wersję Haasa z roku 1885. Nagrania dokonano w berlińskiej Jesus-Christus Kirche w październiku 1970 i styczniu 1971 roku. Szmat czasu... Trochę słychać - ot, choćby w porównaniu z Sinopolim (ed. Nowak!).
Ale to są średnio istotne technikalia. Karajan prowadzi orkiestrę wybornie - trzy razy zaczynałem słuchać trzeciej części i z każdym razem musiałem przerwać. A tam już się dzieją rzeczy niezwykłe - kulminacja w Scherzo jest wstrząsająca.

środa, 28 grudnia 2011

Bach - Cantatas vol 8- Bach Collegium Japan, Suzuki [28 grudnia 2011]


Vol 8: BWV 22 - 1+, BWV 23 - 1*, BWV 75 - 1.

Hmmm... pora postawić się Crouchowi  okoniem - jakoś mi jego oceny tym razem nie pasują. Za wysoko - na pewno 23, a i 22 też zasługuje na zwykłą '1'. Wszystkie trzy kantaty są piękne, ale czegoś w nich jednak brakuje. Żadna z nich nie dotyka tego bachowskiego absolutu, nie zatyka tchu w piersiach, nie zatrzymuje w pół kroku. Ciekawe, jakie nagrania SC do takich ocen skłoniły. Bo skoro nie Suzuki ... Muszę sprawdzić, jak zagrał to Gardiner... MS ma świetnych solistów - znowu Mera - Midori Suzuki; ale to głównie płyta Turka i Kooji'a - bo najwięcej tu partii na tenor i bas. Do wykonania nie ma się co czepiać - świetne - to moment, gdy seria była no mocno wznoszącej się fali.Chyba to Bacha wina ... ale głowy nie daję - jutro porównam!
(dopisuję 2 lutego 2012 - po dwukrotnym wysłuchaniu płyty z rzędu!: To są przecudne kantaty, każda warta w/w oceny! Coś mi ewidentnie padło na głowę, że te powyższe dyrdymały napisałem. Bez wątpienia 23. to arcydzieło, 75. wcale niewiele brakuje...)

wtorek, 27 grudnia 2011

Handel HWV 56 - "Messiah" - Polyphony, Britten Sinfonia, Stephen Layton [26-27 grudnia 2011]


Dosyć wyjątkowe nagranie. Orkiestra, chór i dyrygent - kojarzą się głównie i przede wszystkim z muzyką komponowaną współcześnie, ale nie z Handlem! Fakt - Layton nagrał dla Hyperiona dwie handlowskie płyty: "Chandos Anthems" i "Dettingen Te Deum" ale prowadził inny chór, a co najważniejsze - inną orkiestrę - Academy of Ancient Music! I jakoś wielkiego wrażenia na mnie nie wywarły.
Ale tutaj "coś" się dzieje, jest ciekawie; Layton podejmuje bardzo ciekawą narrację i to naprawdę wciąga. Jedyną względną 'słabością' tego nagrania jest dla mnie orkiestra - trochę zbyt kameralna, jakby zepchnięta na drugi plan. Ale to wrażenia dopiero z połowy.
I zagwozdka po przesłuchaniu całości... Bo nie jest to na pewno takie cudo, jak nagranie Butt'a .. ale to bardzo ciekawa interpretacja, całkiem przekonująca wizja. Warto zajrzeć do książeczki - bo w niej zarówno wzorcowy esej o Mesiaszu ('standard' hyperionowski) i bardzo ciekawy test samego Laytona. Jak się słyszało M na żywo w wieku kilku lat - i potem rokrocznie w ramach rodzinnego zwyczaju; jak się go wykonywało w różnych konfiguracjach, składach, edycjach i 'temperamentach' ... powstaje głos, którego nie sposób zlekceważyć. Chyba pora porównać to z Jacobsem ...

środa, 21 grudnia 2011

Bach - Cantatas vol 7- Bach Collegium Japan, Suzuki [20-21 grudnia 2011]



Vol 7: BWV 61 - 1, BWV 63 - 1, BWV 132 - 2+, BWV 172 - 2.

Kolejna płyta z Merą! I naprawdę bardzo solidna płyta. Choć nie do końca rozumiem oceny SC. Na moje ucho dwie pierwsze kantaty są nieco przeszacowane a 132. niedoszacowana.

(...)
Widać coś mi 20 grudnia przytkało to ucho, bo kantaty 61 i 63 bez wątpienia na tak wysokie noty zasługują!
I na dodatek ich wykonanie przez BCJ dokładnie pokazuje, na czym - moim zdaniem - polega wyjątkowość tej serii. Na niezwykłym potraktowaniu ... instrumentów, wykonujących tak ważne części solowe, akompaniujące, współgrające ze śpiewakami. Czy to skrzypce, czy wiolonczela, flet czy obój, czy nawet 'zwykłe' continuo, u Suzukiego słychać klarowną intencję Bacha: że te instrumenty grają na takich samych prawach, jak głosy. Że są równie ważnymi elementami całości.

czwartek, 15 grudnia 2011

Bach - Cantatas vols 5 & 6 - Bach Collegium Japan, Suzuki [15 grudnia 2011]

 

Vol 5: BWV 18 - 2, BWV 143 - 3, BWV 152 - 1, BWV 155 - 2+, BWV 161 - 1*.
Vol 6: BWV 21 - 1*, BWV 31 - 2+.

W każdej podobnej serii moment prawdy przychodzi wtedy, gdy pojawiają się utwory wyraźnie słabsze. Bo to w sumie żadna sztuka, wykonać rzecz genialną. Sztuka zagrać genialnie rzecz średnią. A co tu kryć - wśród 200 kantat i Bachowi zdarzyły się rzeczy średnie lub słabe. OK - może tylko średnie. Pewnie niejeden kompozytor JSB współczesny chciałby takie słabe kantaty komponować.
Vol. 5 wypada u mnie identycznie, jak u Croucha - kantata 161 jest przecudna.
Vol. 6 zawiera jedną z najbardziej znanych kantat - "Ich hatte viel Bekummernis", która była by jeszce lepsza gdyby powszechnie wykonywano duet "Komm, mein Jesu" w wersji na tenor i bas a nie sopran i bas. Nic na to nie poradzę ale ta ostatnia nieodmiennie mnie irytuje, bez względu na to, kto śpiewa i kto dyryguje.
Nie są to najlepsze płyty w cyklu - na pewno nie najlepsze nawet z pierwszej dziesiątki - ale mocno i wyraźnie pokazały, ze ten japoński głos będzie wię w konkurencji z Gardinerem czy Koopmanem liczył.

środa, 14 grudnia 2011

Bernardo Pasquini - "Caino e Abele" - Il teatro Armonico, Alessandro De Marchi [14 grudnia 2011]


Moja fenomenalna pamięć przypomniała o sobie kolejny raz - pół roku temu pisałem o tej płycie ...
Ale ... niemal od razu miałem wrażenie, że już tego nie tak dawno temu słuchałem.
I nie ma tego złego bo: dodam okładkę oryginały Symphonii, i znalazłem przy okazji płytę z utworami klawesynowymi BP w wykonaniu Roberto Loreggiana (Chandos) - jak i tym razem nie zapomnę, posłucham jej lada dzień.
Oratorium wykonane w roku 1671 w kaplicy księcia Borghese - na tej płycie poprzeplatane sonatami Corellego - i jedną Stradelli. Naprawdę - bardzo udane i bardzo ciekawe. I bardzo dobrze zagrane!
Są miejsca niezwykłej urody i inwencji - przywodzące na myśl różnego rodzaju 'bizzarie' w stylu Meruli i podobnych.  Świetna płyta.

wtorek, 13 grudnia 2011

Handel HWV 56 - "Messiah" - The Sixteen, Harry Christophers [12-13 grudnia 2011]


Niezwykle poprawny, taki brytyjsko 'klasyczny' "Mesjasz" - na pewno jedno z lepszych nagrań lat 80-tych.
Zmontowane z kilku wykonań koncertowych z kościoła św. Jana w Londynie w grudniu 1986. Czyli niemal zabytek fonograficzny. Fajna obsada - świetnie znana z innych mnogich nagrań z tego okresu - jak klasyka to klasyka. Dawson, Denley, James, Davies, George ... chór dobry, orkiestra przyzwoita. Ale ciśnienia nie podnosi, obiegu krwi nie przyspiesza. Nie po nagraniu Butt'a i Dunedin Consort ...
Bo tam rzeczywiście wszystko jest na niebywałym wprost poziomie. I jak brzmi .... Ale na Christophersa nie będę narzekał. Nagrań "M" jest na rynku kilkadziesiąt - to na pewno mieści się w pierwszej '10'.