sobota, 10 grudnia 2011

Handel HWV 56 - "Messiah" - Dunedin Consort & Players, John Butt [9-1 grudnia 2011]



Mesjasz Mesjaszy? Mesjasz idealny?
Zacytuję niezawodnego Johna Wall'a z http://www.newolde.com/:
"The best Handel recording to date. It excels in every respect: research, performance practice, performers and recording."
Niezła rekomendacja na początek... Słucham.
No ... ciekawe, co by PK na powyższe słowa... Nie wiem, czy rzeczywiście "the best" ale całkiem blisko. To jest naprawdę wyjątkowe nagranie - pod każdym względem. Technicznie - REWELACJA! Dawno nie słyszałem niczego tam świetnie nagranego, klarownie, odpowiednio dynamicznie, przestrzennie ... można to "ochy!" mnożyć. A to dopiero początek. Soliści są kapitalni! Nie często udaje się słyszeć wyraźnie każde spiewane słowo!

czwartek, 8 grudnia 2011

Vivaldi - "Teuzzone" - Le Concert des Nations, Jordi Savall [7-8 grudnia 2011]

Już 49. płyta z tej jednej z najciekawszych 'dawnych' serii ostatnich lat. I 16. z kolekcji "Opere teatrali". Jak informuje sam wydawca - to już niemal połowa. Ikończenie prokjektu przewidziana na rok 2015. Czyli chyba doczekamy! :)
Nie ma słowa na dostępnych skanach kiedy i gdzie dokonane było nagranie - p.podobnie na żywo, być może, że w trakcie koncertów w Wersalu.
Pliki akurat nie najlepszej jakości - ale lepszy rydz ... Ale że swietnie grają i spiewają - słychać! Orkiestra Savalla ma bardzo ciepłe brzmienie - nie masakruje Vivaldiego na modłę Spinosi'ego.
Ciekawe obsada - śpiewaczki zjawiskowe - ku pamięci nazwiska: Delphine Galou (ta sama!!! http://www.youtube.com/watch?v=bordvUxHk-s&feature=related), Roberta Mameli i Raffaella Milanesi. Dwie pierwsze (a niech to!) śpiewały w Krakowie w ramach Opera Rara ... co to rok w rok się wybieram a nigdy nie dojeżdżam. Milanesi - znana chocby z niedawnej Armidy. I Makoto Sakurada - bardzo dobry znajomy od Suzuki'ego.
"Teuzzone" premierę miał w czasie karnawału - a ściśle 26 grudnia - 1718 roku w Mantui. Vivaldi spędził tam prawie 3 lat, pisząc mnóstwo rzeczy, prawdopodobnie także te nieszczęsne "Cztery Pory Roku".
Jak się okazuje, a porównania używa autor eseju, "Teuzzone" to taki "Turandot" AV! Akcja opery dzieje się bowiem w Chinach! Wykorzystując gwałtownie przybierającą falę zainteresowania publiki wszelką egzotyką - libretto pisze Apostolo Zeno. Efekt musiał się wydać współczesnym wręcz idealny - przed AV wystawiono do tego tekstu aż 10 produkcji! Jak Włochy długie i szerokie. Przy okazji - ta seria ma szczęście do autorów esejów publikowanych w ksiażeczkach - np. ten czyta się jak sensacyjną powieść!
W połowie drugiej płyty naszły mnie wątpliwości czy ja tego jużaby kiedyś nie słyszałem - a i owszem! AV bowiem, zwyczajem epoki, obicie czerpał ze swoich wcześniejszych dzieł.
Póki co wszystko bardzo dobre i ciekawe ... słucham dalej!

Całej tej egzotyki w muzyce nie ma ani śladu - to jeszcze widać nie te czasy. A szkoda wielka, bo że można było głową ruszyć pokazał choćby Lully w "Mieszczaninie...". Zostaje wierzyć, że chociaż kostiumy i dekoracje były "chińskie". Libretto - draczne; jak zwykle gubię się w akcji już w połowie drugiego aktu i nie mam pojęcia kto z kim i kogo. Ale gdyby tak pozbyć się połowy recytatywów ... Ale i mimo nich to bardzo zgrabna opera. Naprawdę świetnie zaśpiewana i zagrana. I tylko trzeba mieć nadzieję, że nie ostatnia od Savalla ....

wtorek, 6 grudnia 2011

Liszt - Piano Concertos 1 & 2; Beethoven - Piano Sonatas Nos 10, 19 & 20 - Sviatoslav Richter, London SO, Kirill Kondrashin [5-6 grudnia 2011]


Philips wznowił tę płytę w serii "50 Great Recordings" - i bardzo dobrze zrobił, interpretacja tych dwóch koncertów to jest po prostu coś na wydanie "50 Greatest Recordings"!
Nagrania z dwóch różnych lat - niestety bez szczegółów podanych na płycie - Liszt z 1961, Beethoven z 1963 roku. Ciekawy pomysł to połączenie - jakby niezbyt trafne za pierwszym razem, przy kolejnych można się przekonać. Bo w końcu ani koncerty L. nie są jakieś romantycznie dramatyczne, ani te sonaty klasycystycznie romantyczne :) Niemal jak repertuar prawdziwego koncertu...
Piękno tych jakże często zaniedbywanych koncertów Liszta aż bije w uszy w tym wykonaniu. To jest właśnie ten 'mercurial pianism', o jakim czasem piszą krytycy. Kondraszyn prowadzi orkiestrę niebywale - grają genialnie! Altówki i wiolonczele wprost łapią za gardło. WIELKA PŁYTA!

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Bach - Mass in B Minor BWV 232 - Taverner Consort & Players, Andrew Parrott [5 grudnia 2011]


Niebywałe! Emma Kirkby, Emily Van Evera, Covey-Crump, David Tomas jako soliści, niby świetny zespół i dyrygent... ale strasznie blade to wykonanie. Jakaś pierwsza połowa lat 80-tych, za mało stron książeczki w dostępnych skanach, a szukać mi się nie chce. Nie słuchane na J3 tylko na komputerze, ale cóż to w sumie za różnica ... skoro i tak nie porywa. Nawet w najbardziej dramatycznych momentach. Choć w drugiej części nieco to brzmi lepiej. Ale - niestety - to jedno z gorszych 'autentycznych' wykonań Mszy, jakie słyszałem.

Handel HWV58 - "Semele" - Early Opera Company, Cristian Curnyn [4-5 grudnia 2011]



Niby zaliczana dzisiaj do 'oratoriów' ale zdecydowanie bliżej "Semele" do opery. GFh wykorzystał libretto, które napisał William Congreve dla Johna Eccles'a (trzeba będzie dla tej "Semele" wkrótce znaleźć czas). A ten skomponował klasyczną operę! Handel będąc w środu sezonu oratoryjnego w Royal's Theatre, dokonał zabiegu, jaki pewnie na wylot poznał w trakcie pobytu w Rzymie - przybrał klasyczną operę w ledwo dostrzegalny kostium oratorium. Niezadowoleni byli wszyscy - zwolennicy oratoriów spodziewali się kolejnego dzieła czerpiącego z Biblii, wielbiciele opery - czegoś na modłę włoską, nowości! ekstrawagancji!; a nie czegoś tak mocno opartego na angielskiej tradycji.
PK pewnie by się zatrząsł bowiem mną "S' nie wstrząsnęła. Ale zwalam to na karb wykonania. To nie są jakieś muzyczne siły specjalne. Trzeba porównać z Gardinerem; i Minkowskim!, któremu - o zgrozo! - nie dane było to nagrać na płycie!

piątek, 2 grudnia 2011

Malcolm Arnold - Film Music Volume 1 - London Symphony Orchestra, Richard Hickox [1-2 grudnia 2011]


Ależ genialna płyta! Czy ktokolwiek ma pojęcie, że muzykę do "Mostu na rzece Kwai" skomponował Malcolm Arnold? Ten sam, który prowadził z Deep Purple ich "Koncert na Orkiestrę"?
Ponoć sam MA miał powiedzieć: ‘If a film-score comes out uninfluenced by Berlioz, it’s no damn good!’ I to jest święta prawda! Prócz Berlioza, w swojej filmowej twórczości inspirował się muzyką Alwyna i Waltona. Fantastyczna jest ta muzyka, także z tych całkiem nieznanych filmów! A zupełną już rewelacją jest suita "The Inn of the Sixth Happiness" - w filmie z 1958 roku główną rolę zagrała Ingrid Bergman. I to jest bez wątpienia najbardziej poruszająca część płyty. Ale całość jest znakomita - WIĘCEJ!!!

czwartek, 1 grudnia 2011

Bruckner - Symphony No.9 - Wand, Berliner Philharmoniker (1998) [1 grudnia 2011]


Ciekawa i pożyteczna odmiana po tylu 'Mesjaszach'. Ale Boże broń by można było mówić o ich nadmiarze! W dobrym wykonaniu można słuchać w kóło i w kółko.
Ale 9. Brucknera pod Wandem to jest naprawdę niezwykle solidny 'przerywnik'. Po brucknerowsku 'alpejska' ta symfonia - chyba najbardziej z tych, których wcześniej słuchałem. Uderzająco plastyczna wręcz. I wyjątkowo - nawet jak na Brucknera - majestatyczna. I kolejna "Niedokończona". Wand prowadzi ją na koncercie w berlińskiej filharmonii, we wrześniu 1998 roku, w wersji oryginalnej.
Wiele ciekawych rzeczy i o 9., i o wszystkich pozostałych w kapitalnym tekście:
Autorzy wymieniają to nagranie obok 9. Waltera, podkreślając jednak, że 8. wyszła Wandowi znacznie lepiej ... czyli wiem już czego będę słuchał po dużym oratoryjnym secie Jacobsa! :)