czwartek, 23 czerwca 2011

Handel HWV 12a - "Radamisto" - Il Complesso Barocco, Alan Curtis [23 czerwca 2011]


W końcu powrót na założoną ścieżkę. Rok 1720, kwiecień, Handel piszę swą pierwszą operę dla Royal Academy of Music. Rzecz ewidentnie od razu doceniona - 10 wystawień oryginału i trzykrotne przeróbki (pierwsza już w grudniu!), i wystawienia w zmienionych obsadach. Widać chwyciło, bowiem w tych kolejnych odsłonach śpiewali i Senessino, i Bordoni, i Cuzzoni! Senessino na dobre zastąpił w tytułowej roli Durastanti.
Curtis nagrał- stety czy niestety - pierwszą wersją - owe 'a' - rolę tytułową śpiewa jego ulubiona Joyce Di Donato. W roli syna króla Tracji? Niech będzie - raz jeszcze: takie to były czasy. Akcja w egzotycznym regionie - Trackie królestwo najechał złowrogi Tiridate - król sąsiedniej Armenii. Przyczyną wojny była żona naszego Radamista - Zenobia, którąż to ów drań Tiridate posiąść zapragnął.
Ciekawe będzie porównanie, bowiem tę zmienioną wersję nagrał wcześniej McGegan.
Muzyka - dużo lepsza niż w "Berenice". Jednak młody Handel nawet jeśli pisał na jednej noce - to wprost kipiał pomysłami. Stary i schorowany - choć niezwykle doświadczony - nie zawsze był taki twórczy. Inna sprawa - orkiestra Curtisa gra i brzmi tutaj dużo lepiej.

środa, 22 czerwca 2011

Handel HWV 38 - "Berenice" - Il Complesso Barocco, Alan Curtis [21-22 czerwca 2011]



Coś mi się kompletnie pomieszało ... Miał być ten Handel brany na warsztat chronologicznie - co najwyżej opery wymieszane z oratoriami - by nie zgłupieć. I nagle "Berenice" jak królik z kapelusza ... Opera z 1737 roku .. jedna z ostatnich skomponowanych przez Handla - ładna chronologia.
Trudno - jestem już na początku trzeciej płyty - liczy się.
Ciekawe libretto. Kiedyś czytałem fantastyczną historię o dynastiach, jakie założyli dowódcy Aleksandra Wielkiego, którzy podzielili między siebie jego imperium. Książkę komuś pożyczyłem i diabeł ją ogonem nakrył... Od tego czasu - książek (i płyt!) nie pożyczam. To mogła być "Hellada królów" ... muszę kupić!
Berenice III panowała w Egipcie ledwo kilka miesięcy - była córką Ptolemeusza IX - bohatera opery ... 'Tolomeo'! Macocha i późniejsza małżonka Ptolemeusza XI, który rychło ją zamordował .. i zaraz potem podzielił jej los zgładzony przez wściekłych aleksandryjczyków. Egipt już wtedy był faktycznym rzymskim protektoratem. Faraonem - właśnie jak PXI zostawało się z jego nadania.
Tyle historii ... muzyka! Nie porywająca - prawda, ale bardzo przyjemnie się tego słucha. Muszę zerknąć do libretta bo jakoś nie 'zadrapał' mnie dramatyzm czy tragizm samej historii. Orkiestra Curtisa - kanonicznie - dosyć letnia. Ale śpiewają wcale-wcale.
Do libretta nie zerknąłem - wystarczył nieoceniony Piotr Kamiński. Libretto niemal nijak się ma do tragicznej historii Berenice - wystarczy powiedzieć, że kończy się totalnym happy endem - Berenice pada w ramiona swego przyszłego mordercy a wkoło powszechna szczęśliwość i radość. Bzdura do kwadratu ale cały tzw. "plot" opery to bzura wprost niebywała - nawet jak na niskie standardy epoki.
Opera zniknęła ze scen po ... czterech wystawieniach. Nic dziwnego; widać i londyńska publika już miała po uszy takich farmazonów.

wtorek, 21 czerwca 2011

Vivaldi - "Ercole sul Termodonte" - Europa Galante, Fabio Biondi [20-21 czerwca 2011]



Rzecz dosyć niezwykła na początek - włoska opera ... KRÓTKA! Mieści się na dwóch płytach!! I słucha się tego znakomicie - nic się nie dłuży, nie ciągnie, akcja na moment nie siada, dramat nie ulatuje..
Widać i w muzyce sprawdza się zasada dobrej literatury - każdą dobrą i ciekawą historię można zamknąć na 300 stronach. Drugie tyle, trzecie tyle to już z reguły lanie wody.
"Ercole" to przede wszystkim bardzo ciekawa muzyka - pyszne brzmienia, bogata instrumentacja - sporo się dzieje i bardzo dobrze się dzieje. Lepszą orkiestrę i dyrygenta naprawdę trudno sobie wyobrazić. Że Biondi  i S-ka są mistrzami także na polu opery - udowodnili genialnym "Bajazetem". Obsadę Biondi ma przyzwoitą - nie przepadam za Genaux - jej Bartoli-podobny głos jakoś nigdy mnie nie urzekł. I chociaż niczego nadzwyczajnego tutaj nie ma - wręcz ma się wrażenie, że większość z tego już się kiedyś słyszało - wcale to nie razi. "Ottone in Villa" IGA był wyraźnie lepszy ... ale może Vivaldiemu bardziej się chciało?

piątek, 17 czerwca 2011

Handel - "Athalia" HWV 52 - The Academy of Ancient Music, Christopher Hogwood [16-17 czerwca 2011]

Hogwood napisał raczej słabą biografię Handla (albo robotę spartaczył polski tłumacz do spółki z redaktorem i wydawcą!) ale grał go naprawdę niebywale! W zasadzie wszystkie jego handlowskie nagrania i dzisiaj mogą być traktowane jako wzorcowe - tak z Akademią, jak i (te całkiem niedawne) solowe.
Hogwood - w 1985 roku! - zebrał ówczesną śmietankę angielskiego wykonawstwa - Kirkby, Bowman, Rolfe-Johnson, Thomas ... Emma Kirby była wtedy gwiazdą pierwszej wielkości - u szczytu formy. Ale forma udzieliła się całemu gronu - wyszło świetne nagranie. Akustyka londyńskiego kościoła św. Judy to kolejny atut - orkiestra, chór, śpiewacy - brzmią fantastycznie.
Ciekawe okoliczności powstania tego dzieła - dopiero trzeciego z serii angielskich oratoriów GFH. Napisane na okoliczność przyznania Handlowi doktoratu przez uniwersytet w Oksfordzie - ówczesne centrum pro-jakobickich sympatii. Tytułowa biblijna Athalia to okrutny tyran i uzurpator - aluzji do ówczesnej sytuacji politycznej w Anglii aż nadto. Ciekawe, że z czasem handlowska busola przekręci się o 180 stopni i własną muzyką będzie wspierał obóz przeciwny.
Po drugiej płycie słów za zasadzie brak - niezwykła rzecz i naprawdę znakomite nagranie. Portal gfhandel.org wyżej ocenia płytę Naumanna - po krótkiej - niehandlowskiej - przerwie, przyjdzie kolej na niego. Kończący "Athalię" chór 'Give the glory to His awful name' wywołuje ciarki na grzbiecie niczym 'Zadok, the Priest' - bez wątpienia jeden z najwspanialszych chórów, jaki ktokolwiek skomponował.

czwartek, 16 czerwca 2011

Rameau - "Les Indes Galantes" - Christophe Rousset [14-15 czerwca 2011]

RAMEAU, J.-P.: Indes galantes (Les) (Rousset)

Nie, nie - jeszcze nie nagranie pełnej opery, przez będącego w genialnej dyrygenckiej formie Rousseta - dyrygenta (patrz: "Bellerophon"); tym razem Rousset - klawesynista i cztery koncerty na klawesyn solo i "Les Sauvages" na dokładkę.
Klawesyn Jean-Henry Hemsch'a z 1761 roku. Ważna sprawa ... bo niezbyt podoba mi się jego brzmienie. Po prostu brzmi za mocno ... bo nie chcę nawet pomyśleć przez chwilę, że to Rousset tak w niego łupie. Muzyka przednia - trudno inaczej. Chociaż ja nie mogę się doczekać aż ktoż zagra na klawesynie Les Boreades" - moim zdaniem ciekawsze muzycznie. Ale to naprawdę bardzo dobra płyta i bardzo dobre nagranie. Może nie aż tak dobre to wszystko jak u Weissa (którego muszę poszukać i posłuchać) ale bardzo przyzwoite.

wtorek, 14 czerwca 2011

"Concerning Babell And Son" - Trio Basiliensis [14 czerwca 2011]

Podtytuł płyty: "Music composed, arranged and transcribed by Charles and William Babell."
Niezwykle czarująca płyta - sonaty Charlesa Rosiera, Jacquesa Paisible'a, Arcangelo Corellego, Agostino Steffaniego, Williama Babella, Antonio Fiocco i samego Handla. Od razu trzeba dodać, że owa "sonata" GFH to kilka fragmentów z "Rinalda", kapitalnie przetranskrybowanych i ułożonych w taką formę przez młodego Babella (syna).
Płyta ma swoje lata - pochodzi z 1996 roku - ale daje naprawdę przedni obraz muzyki ulubionej przez angielskich dżentelmenów. I bardzo ładnie pokazuje na co stać ich ulubiony instrument - drewniany flet prosty. Uroczy melanż wpływów włoskich i francuskich - polanych angielskim sosem. Bardzo kosmopolityczna i bardzo ciekawa muzyka.

piątek, 10 czerwca 2011

Vivaldi - "Vespro A San Marco" - Les Agremens/Leonardo Garcia Alarcón [9-10 czerwca 2011]



Z deszczu pod rynnę muzycznych niespodzianek. Kolejny zakup w Quobuz - tym razem całkowita nowość.
Nagranie z października 2010 z opactwa w Ambronnay.
Niespodzianka o tyle jeszcze niezwykła, że ścieżki na e-albumie zostały dosyć głupawo otagowane, w związku z czym na J3 elegancko się wymieszały! Z jakim niesamowitym efektem! Bo czego tutaj nie ma! 'Dixit Dominus', 'Magnificat', 'Beatus vir', 'Laudate pueri'... Najpiękniejsze utwory sakralne AV. Świetnie zaśpiewane i zagrane. Tego misz-maszu naprawdę słucha się z zapartym tchem. Jakby się to wszystko słyszało po raz pierwszy! I żal będzie wielki tagi korygować .... Trzeba będzie, by np. porównać z Kingiem czy Alessandrinim. Na pierwsze ucho - Alarcon daje radę.