piątek, 4 listopada 2011

"Fire Beneath My Fingers" (Concertos by Vivaldi, Tartini & Sammartini) - Musica Pacifica [4 listopada 2011]

Bardzo przyjemna niespodzianka. Niezwykle przyzwoicie zagrane koncerty Vivaldiego - i ten na fagot chyba lepiej niż słynna "La Tempesta". I cudny koncert na Sammartiniego pośrodku! Niestety - nie ma książeczki i nie sposób dowiedzieć się, jak nazywają się soliści. Płyta z 2007 - widać, że pomału, pomału, po latach zauroczenia matodą brytyjską, Amerykanie uczą się grania włoskiego baroku od Włochów.

czwartek, 3 listopada 2011

Bax - Symphony No. 7, "Tintagel" - Royal Scottish NO, David Lloyd-Jones[3 listopada 2011]


Odmałpiana ciąg dalszy :) (może coś załapie...)
Odwrotna kolejność - "Tintagel" na początek.

Delius - "Paris", "Brigg Fair", "Eventyr" ... - New Zealand SO, Myer Fredman [3 listopada 2011]



Ponieważ koleżanka z pokoju dostała małpiego rozumu i używa klawiatury niczym perkusji, tak że własnych myśli wprost nie słychać - zakładam słuchawki i podróżujemy z J3 bez przemieszczania się.
Program płyty nieco bardziej szczegółowo:
Paris: Nocturne, The Song of a Great City (1899)
Brigg Fair: An English Rhapsody (1907)
Eventyr (Once Upon a Time), ballad after Asbjørnsen (1917)
Irmelin Prelude (1892)
La Calinda (1887)


Niezwykle przyjemna płyta - wyłącznie ciepło ją wspominam już od pierwszego wysłuchania. Krytycy, którzy po raz pierwszy słyszeli 'Paris', pisali, że jakk nic D. skomponował go nazajutrz po pełnej wrażeń jakiejś paryskiej nocy ... Piękne czasy, naprawdę ...
Niezwykle przyjemna płyta - szczególnie ciekawe pierwsze trzy utwory. Będzie więcej Deliusa!

Alwyn - Symphony No.1 & Piano Concerto No.1 - Howard Shelley, London SO, Richard Hickox [2-3 listopada 2011]


Zapowiadało się tak sobie a wyszła bardzo przyzwoita niespodzianka!
Alwyn - którego raczej nigdy wcześniej nie słyszałem - był "rówieśnikiem" Brittena, Waltona i Tippetta. Grano go na koncertach promenadowych już w 1927 roku! Wiele dzieł zamówiło u niego BBC, był jednym z pionierów muzyki filmowej - traktowanej serio. Może i na nią przyjdzie tutaj kiedyś pora.
1. symfonia jakimś wielkim wstrząsem nie jest - ... no ... po poprzedniej płycie w zasadzie cokolwiek byłoby pozytywnym wstrząsem! Ale to bardzo przyzwoita rzecz. Bardzo ciekawie zinstrumentalizowana, pomysłowo poprowadzona; nie nuży, ładnie się toczy ... niemal w sielskim klimacie z okładki.
Niespodzianka to koncert! Napisany - uwaga! - dla Clifforda Curzona! Obydwaj wielce sięprzyjaxnili.
Wcale nie przeszkadza, że ta muzyka przywodzi od pierwszych taktów na myśl 3. koncert ... Prokofiewa. Symfonia  jest z roku 1949 - koncert - z 1930. I to słychać. I pewnie stąd to skojarzenie z 3PC Prokofiewa - z takim jego swoistym modernizmem ... bagatela - wczśniejszym jednak o 10 lat! (mierząc od jego wersji ostatecznej) Gra Howard Shelley - który nie wiedzieć czemu chyba zarzucił nagrywanie takiego repertuaru, poświęcając się całkiem klasykom i romantykom... trochę szkoda. HS nagrał też 2. koncert Alwyna - skomponowany 30 lat po 1. 0 lada dzień tu zawita.

środa, 2 listopada 2011

Birtwistle - "Earth Dances", "Theseus Game" - Ensemble Moderne, Boulez, Brabbins, Valade [2 listopada 2011]


Zacząłem słuchać od końca - od "Theseus Game" - pliki APE były do bani otagowane.
W sumie - żaden kłopot bo cała ta płyta jest do bani. I nic nie szkodzi, że słuchałem odwrotnie, bo w niczym nie przeszkadzało - obydwie te kompozycje są równie bełkotliwe i spokojnie mogłby nazywać się na odwyrtkę. Parę ciekawych płyt wyszło w tej serii 20/21 - ta akurat do nich nie należy.
Klasyczna pozycja "niewytrzymalna".

Haydn - Symphonies 83, 88, 96 - Hallé Orchestra, Barbirolli [2 listopada 2011]

Ciekawa niespodzianka ... zaserwowana przez PK, który w takich 'wrzutkach' jest nieoceniony.
Absolutnie nie moje kalosze - mimo, że od symfonii Haydna cała ta zabawa się zaczęła. Ale już nawet Minkowski nie podnosi mi w tej muzyce ciśnienia. Sztuka w zasadzie udaje się B. - bo nawet do głowy mi nie przyszło, że wykonawał Haydna! Że są nagrania! Archaiczne ale bardzo ciekawe.

wtorek, 1 listopada 2011

Handel - "Giulio Cesare" HWV 17 - Les Musiciens du Louvre, Minkowski [31.10. - 1.11.2011]


Bajeczne nagranie - pod każdym względem - ARCYDZIEŁO!
Jakaż niebywała różnica w porównaniu z późniejszym (!!) "Memetem" Sammartiniego!
Inna sprawa, że to takie niezbyt 'fair' porównanie... 'GC' to opera przez wielu uznawana za największe osiągnięcie GFH w gatunku. Szczyt i jego osiągnięć, i szczyt tego, co tamta epoka miała w tej formie do powiedzenia. Znakomita historia, fascynująco przez Handla muzycznie dopowiedziana.
A jakie to jest wykonanie! Jaka obsada! Ale co się dziwić, że takie towarzystwo garnie się do MM, jak pszczoły do miodu, skoro on takie rzeczy wyczynia... Wielka rzecz pod każdym względem!
Żal tylko, że słuchałem z jakiejś mizernej kopi - trzeba było samemu zmajstrować flaki z płyty; nauczka na przyszłość.