Coś z cyklu "Muzyka na Bezludną Wyspę" ... Fenomenalne koncerty organowe Handla z Opusu 7 - bez dwóch zdań lepszego od - i tak cudnego - Opusu 4.
Kohler - wiadomo - dla mnie legendarne wykonanie. Dokładnie ta płyta - wydana przez Eternę na winylu, z genialną okładką (to chyba był obraz Velazqueza ... jak na edycji Haydna były rysunki Rembrandta). Niestety - re-edycja na CD wydana przez Berlin Classics wygląda, jak widać ... Żal. Ale to wykonanie nic a nic się nie zestarzało. Orkiestra może gra w sposób lekko "niedzisiejszy", ale naprawdę gra dobrze, do niczego nie sposób się przyczepić. Kohler gra na całkiem innym instrumencie niż Egarr - jest zdecydowanie głośniejszy, mocniejszy, bardziej "metaliczny". Ale jak on gra .... Ciarki przechodzą po plecach. Niektóre partie "ad libitum" ma naprawdę zachwycające. Wielka rzecz!
Płyty Egarra z Kohlerem w zasadzie nie da się - i nie powinno się - porównać. Mimo wszystko to są dwa inne światy, dwie inne epoki. Z jednej strony enerdowscy prekursorzy "dawnego" grania, z drugiej - ci, którzy na nim zęby zjedli - jako orkiestra; a pod kierunkiem Egarra na powrót wchodzą do ścisłej światowej czołówki. To jest płyta przepiękna pod każdym względem. Egarr gra na małym, kameralnym instrumencie - to brzmi całkiem inaczej niż u Kohlera. "Intymnie" wręcz. Kwestia "lepiej czy gorzej" w zasadzie tutaj nie istnieje - po prostu: gra inaczej. To jest "inna" interpretacja. Taki 'model' angielski vs. niemiecki - idąc na skróty.