czwartek, 9 czerwca 2011

Bernardo Pasquini - "Cain & Abel" - Il Teatro Armonico, Alessandro De Marchi [8-9 czerwca 2011]



Niesamowita sprawa z tą płytą. Kupiłem jako "nowość" w Quobuz - trochę się na J3 przeleżała - zacząłem słuchać wczoraj po południu. I szok! Raz - znakomita muzyka, dwa - świetne wykonanie, trzy - brzmi niezwykle współcześnie. Taki dojrzały, mądry HIP .. no, niczym "Ottone" z Giardino Armonico.
Dzisiaj szukam w sieci okładki i co się okazuje? To re-edycja płyty Symphonii z roku 1990!! Szok ...
Pasquini szedł - jako pierwszy - rzymskimi ścieżkami młodego Handla. Wśród jego patronów miał byli i Ottoboni, i Pamphili. To oratorium po raz pierwszy wystawiono w kaplicy rzymskiego pałacu rodu Borghese w roku 1671! Piękna i niezwykle ciekawa rzecz - duża niespodzianka.

wtorek, 7 czerwca 2011

Vivaldi - "Ottone in villa" RV729 - Il Giardino Armonico [6-7 czerwca 2011]

Obsada... niemal jak okładka - marzenie! Prina, Cangemi, Invernizzi, Lezhneva, Lehtipuu ...Gwiazdy pierwszej wielkości i ewidentnie - przyszłe gwiazdy. I chwała Antoniniemu, że wyraźnie "osiadł" w Naive, że po dwóch płytach z koncertami na wiolonczelę, nagrał coś dużego. "Ottone" to pierwsza (!) opera Vivaldiego - rok 1713 - AV ma już 35 lat. Sporo jak na tamte czasy - wystarczy porównać z Handlem.
Póki co pierwsza płyta - świetnie zaśpiewana i kapitalnie zagrana. Żar i nerw czuć co chwila. Świetna włoska robota - niech się Spinosi uczy!
Po drugiej płycie wrażenia jeszcze lepsze. Piękna rzecz - cudownie zagrana - fenomenalne nagranie. Jedna z najlepszych realizacji oper AV jakie kiedykolwiek słyszałem. Bez ekstremalnych wyskoków Spinosiego ale z wyczuciem i energią bliską Biondiemu czy Alessandiniemu. Kupić koniecznie!

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Bach - Cantatas vol. 2 - Bach Collegium Japan, Suzuki [6 czerwca 2011]



(BWV 71, 131 i 106) (wg. Croucha odpowiednio - 2, 1 i 1*) (a moim zdaniem powinno być 1, 1+ i 1)
Nie da się ukryć, że kantaty 106 po prostu nie lubię. Tom 2 bez wątpienia ciekawszy muzycznie od pierwszego - druga rzecz - tutaj pojawia się nieszczęsny Yoshikazu Mera / Mela. Nieszczęsny, bo jego fenomenalnie zapowiadającą się karierę, totalnie spartaczył jakiś kretyn. Choć pewnie w części ona sam... wybierając przedkładając pop i japońską klasykę nad Bacha i mu podobnych.
Dla mnie najmocniejszy punkt płyty to kantata 131 - z nieziemskimi partiami oboju. Jedną z partii sopranu śpiewa Midori Suzuki - częsty gość na kilkunastu pierwszych tomach (pojawi się w serii 7 razy).

piątek, 3 czerwca 2011

Handel - Organ Concertos Op. 7 - Johannes-Ernst Kohler & Richard Egarr [2-3 czerwca 2011]

Coś z cyklu "Muzyka na Bezludną Wyspę" ... Fenomenalne koncerty organowe Handla z Opusu 7 - bez dwóch zdań lepszego od - i tak cudnego - Opusu 4.




Kohler - wiadomo - dla mnie legendarne wykonanie. Dokładnie ta płyta - wydana przez Eternę na winylu, z genialną okładką (to chyba był obraz Velazqueza ... jak na edycji Haydna były rysunki Rembrandta). Niestety - re-edycja na CD wydana przez Berlin Classics wygląda, jak widać ...  Żal. Ale to wykonanie nic a nic się nie zestarzało. Orkiestra może gra w sposób lekko "niedzisiejszy", ale naprawdę gra dobrze, do niczego nie sposób się przyczepić. Kohler gra na całkiem innym instrumencie niż Egarr - jest zdecydowanie głośniejszy, mocniejszy, bardziej "metaliczny". Ale jak on gra .... Ciarki przechodzą po plecach. Niektóre partie "ad libitum" ma naprawdę zachwycające. Wielka rzecz!


Płyty Egarra z Kohlerem w zasadzie nie da się - i nie powinno się - porównać. Mimo wszystko to są dwa inne światy, dwie inne epoki. Z jednej strony enerdowscy prekursorzy "dawnego" grania, z drugiej - ci, którzy na nim zęby zjedli - jako orkiestra; a pod kierunkiem Egarra na powrót wchodzą do ścisłej światowej czołówki. To jest płyta przepiękna pod każdym względem. Egarr gra na małym, kameralnym instrumencie - to brzmi całkiem inaczej niż u Kohlera. "Intymnie" wręcz. Kwestia "lepiej czy gorzej" w zasadzie tutaj nie istnieje - po prostu: gra inaczej. To jest "inna" interpretacja. Taki 'model' angielski vs. niemiecki - idąc na skróty.

środa, 1 czerwca 2011

Handel HWV 12 - "Radamisto" - Handel Festspieler Orchestre - Margraf [1 czerwca 2011]


Matko! Już przy uwerturze było ciężko! Choć sama w sobie - naprawdę piękna muzyka. Byłem przekonany, ze to kolejny Curtis! Jakoś tak sztywno, bez fantazji ... a przede wszystkim - STARO! Staroświecko - jak siędzisiaj całkiem nie gra. Na dodatek - trzaski! Przełączyłęm na coś innego po niecałym kwadransie - jak tylko okazało się, że śpiewają ... po NIEMIECKU! Padło na archiwalne już nagranie z Festiwalu w Halle .. z 1962 roku!! Okropieństwo. Zęby jednak zacisnę i jutro z rana do tego wrócę ...
Zacisnąłem na tyle, że posłuchałem pierwszej płyty i połowy drugiej .... i starczy. Takie nagrania dzisiaj nie powinny się już ukazywać i trafiać do normalnej dystrybucji - jako 'ciekawostki' powinny trafiać do "domeny publicznej" i być bezpłatnie dostępne np. w Internecie. Z J3 usuwam.

Handel - Organ Concertos Op.4 - Richard Egarr, Academy of Ancient Music [1 czerwca 2011]


Miał być "Radamisto" .. ale przerwałem słuchanie po uwerturze i drugiej lub trzeciej scenie! Na gwałt potrzebowałem czegoś innego!
Pod ręką były te najpiękniejsze barokowe koncerty - Opusy 4 i 7 Handla - jeśli kiedykolwiek będę miał okazję - zabieram na bezludną wyspę! Fakt - sentyment mam do nich niebywały - to niemal pierwsza moja 'klasyka', pierwsze kupione płyty (NRDowskie winyle Eterny!) Przez lata nie słyszałem lepszego wykonania (za kilka dni będzie o nim i tutaj) - inna rzecz - nie są to jakieś ulubione typy wytwórni płytowych. I bach! Egarr nagrywa z Academy of Ancient Music Op. 4 a rok później Op. 7! I co to są za płyty! Jakże oni grają! Ile tam polotu, ile fantazji, wdzięku, jakie kapitalne partie 'organo ad libitum'! Cuda!

Handel HWV 14 - "Floridante" - Curtis [31 maja - 1 czerwca 2011]


Hmm... jakoś tak nie bardzo w kolejności - no bo gdzie 'Silla', 'Radamisto', 'Muzio'?? Upał daje się we znaki to i człowiek gapowaty się robi.
To takie nagranie, które pewnie PK obrałby za wzorzec interpretacji Handla wg. Curtisa. Jakieś takie to nijakie wszystko. Szczerze: w pamięci zostaje w zasadzie jedynie całkiem przyjemna uwertura. Granie mało porywające. Inna sprawa - Handel sam niczego nie ułatwił - po prostu opera wyszła mu taka sobie. Choć rolę Floridante śpiewał sam Senesino! (Tutaj - niestety - Marijana Mijanovic.) Dzieło zapowiadane na okładce jako "one of the most dramatic, a riveting story of sex, violence, lust, incest, jelousy and betrayal." w zasadzie żadnej z tych obietnic nie spełnia. Szkoda. Nic dziwnego, że na gfhandel.org Philippe Gelinaud ocenił płytę na 4 ... z 10. Ale może trzeba czekać aż nagra to ktoś inny?