czwartek, 31 grudnia 2015

"The Art of Melancholy" (Songs by John Dowland) - Iestyn Davies, Thomas Dunford [31 grudnia 2015]


Piękności...
I nawet jeśli 'Come again..' sprzed kilku tygodniu w wykonaniu samego Thomasa Dunforda, tego cudownego wieczoru w sali kameralnej FN, podobało mi się bardziej (co tenor to nie kontratenor!), płyta jest śliczna. I zostawiam na J3 na dłużej. Na zakończenie starego i rozpoczęcie w dobrym nastroju nowego roku - jak ulał.
Wierzyć się nie chce, że ta muzyka powstała ponad 400 lat temu, niemal dokładnie wtedy, gdy Szekspir pisał swoje sztuki... (w to akurat trochę łatwiej mi uwierzyć).
To są niezwykłej urody melodie i harmonie, przepyszne pomysły, miejscami jak najbardziej 'współczesne'!


Ivan Moravec plays Chopin (Mazurkas Waltzes, Polonaises) [30 grudnia 2015]


Oczywiście że pisałem już o tej płycie ... lada dzień będzie równo 5 lat :)
I okładka się w tym czasie znalazła!

Jest to absolutnie wyjątkowa płyta i taką zostanie. Lortie jest znakomitym pianistą ale raczej nie będzie Moravcem. Który był pianistą po prostu nie z tej ziemi.


środa, 30 grudnia 2015

Louis Lortie plays Chopin vol. 4 (Waltzes, Nocturnes) - Louis Lortie [30 grudnia 2015]


Nokturnów tylko 5. Reszta - walce - rozmieszczone ewidentnie wedle uznania LL (lub producenta).

"Les Premiers Operas Francais" - Cambert - "Pomone"; Lully - "Les Fetes de l'Amour et de Bacchus" - La Simphonie du Marais, Hugo Reyne [29-30 grudnia 2015]


Dwa bardzo szczególne dzieła - bez dwóch zdań "Pomone" Camberta należy się palma pierwszeństwa, co do prezentowanego tutaj dzieła jego zięcia Jana-Baptysty sam mam wątpliwości ...jeśli nie uznamy za operę skomponowaną w tym samym 1671 roku "Psyche" (a niby czemu nie?).
Obydwie rzeczy HR z zespołem wystawił w ... święto polskiej niepodległości! W teatrze Aleksandra Dumas'a w Saint-Germain-en-Laye w roku 2003.
Warto przy tej okazji posłuchać jak dwa fragmenty "Pomone" śpiewa Celine Scheen na tej nieporównywalnej ścieżce do "Le Roi Danse" ... przygrywa MAK pod Reinhardem Goeblem ...
Ech ... tak mogłoby to brzmieć ... A nie brzmi. "Pomone" to pastorale w 5 aktach - tutaj mamy zaledwie drobny fragment - ledwo dwa pierwsze akty (40 pierwszych ston partutury!), które zachowały się do naszych czasów.

Cambert napisał swoją operę na inaugurację  Królewskiej Akademii Opery, które miało miejsce 3 marca wspomnianego roku.
Sukces był wręcz olbrzymi - przez ponad pół roku wystawiano "Pomone" niemal codziennie!

Z tego skrawka, jaki się dla nas zachował, ciężko cokolwiek serio wyrokować, sam wrażenia mam jak autor poniższej recenzji (szczególnie wzmocnione przez te dwie arie z Celine Scheen...)

http://www.operatoday.com/content/2005/02/lully_les_ftes_.php 

Pastorale w 3 aktach - "Święta Miłości i Bachusa" - do tekstów Moliera i Quinault - uświetniły zaś początki wielkiej kariery samego Lully'ego. Właśnie otrzymał królewski monopol na wystawianie oper i to właśnie dzieło naprędce sklecił na otwarcie Królewskiej Akademii Muzyki ... 11 listopada 1672 roku. Rok później Lullu pisze "Cadmusa", dwa - "Alceste", trzy - "Thesee". Zaczyna się wielka seria - pisanych niemal rok w rok - genialnych tragedii lirycznych. Tutaj mamy - niemal niczym w pigułce - zapowiedź tego wszystkiego, czym Lully będzie czarował i zachwycał. 
Bardzo ciekawe, niezwykle pouczające nagranie ... szkoda tylko że z książeczki ostały mi się jedynie strony z kalendariami i listą wykonawców ...



środa, 23 grudnia 2015

Rameau - Pieces de clavecin - Mahan Esfahani [23-29 grudnia 2015]

CDA68071/2 - Rameau: Pièces de clavecin

O! To jest muzyka na Święta! (Ale dam też szansę Laytonowi z zespołem i ich bachowskiemu oratorium!)
Esfahani to bez wątpienia jedno z odkryć ostatnich kilku lat - pojawił się niczym meteor i jak mówią: "pozamiatał". Trzy kolejne płyty - i albo zdobywa Gramophone Award albo się o nią mocno ociera.
"Otarł się" tą właśnie kapitalną płytą!

(28-29.12)
Laytonowi raczej już w tym roku szansy nie dam...
I tak zręcznie to wyszło, że zamykam rok niekwestionowanie genialnym Rameau na klawesynie!
W zasadzie - niemal, niemal - identycznie, jak go rozpocząłem:
(http://j3travels.blogspot.com/2015/03/rameau-balbastre-royer-airs-dopera.html)

Esfahani gra w sposób zjawiskowy - muzyka Rameau jest bajeczna! Francuskich klawesynistów słuchałem bardzo wielu, w bardzo różnych wykonaniach - takich szczegółów w ozdobnikach nie słyszałem chyba nigdy. Jakaś specjalna nagroda należy się całemu zespołowi nagraniowców.
[Przy okazji: nagrań dokonano w dwóch podejściach w listopadzie 2013 i lutym 2014, w Hatchlands Park w Surrey. Inżynierem nagrania był David Hinitt, producentem Tim Oldham - to oni nagrali płytę z sonatami CPEB]
I pytanie, jakie sam sobie zadaję słuchając tej płyty: jak szefowie Hyperiona mogli pozwolić ME na zmianę barw, jak mogli go puścić ... I to jeszcze do DG, gdzie albo się zmarnuje, albo ... pójdzie gdzieś indziej.

Trudno odkleić się od tej płyty ... zatem słucham jej kolejny dzień (ale już na pewno w tym roku ostatni!).
ME gra na pochodzącym z 1636 roku klawesynie Ruckersa, z drugą klawiaturą dobudowaną w 1763 roku! Instrument z fascynującą historią - szczegóły (także dotyczące stroju) bardzo ciekawie opisane przez Milesa Hellona, który go do tego nagrania przygotował. To już trzeci ... czwarty kandydat do nagrody! Wybitnie brzmi ten instrument!

poniedziałek, 21 grudnia 2015

"Fire Burning in the Snow" - Ex Cathedra, Jeffrey Skidmore [18-21 grudnia 2015]

CDA67600 - Fire burning in snow

Ależ ten czas leci ... Wydaje się, że mam tę płytę od całkiem niedawna... A to nagranie z 2007 roku (kościół św. Pawłą w New Southgate w Londynie).
Bohater - powiedzmy - "zbiorowy". Większość kompozycji to utwory Juana de Araujo, przeplecionych utworami nieznanych autorów. Płyta całkiem inna od niedawno słuchanej "brazylijskiej". To przede wszystkim dzieła o przynajmniej epokę (lub i dwie) wcześniejsze. Do tego stopnia przesycone lokalnym kolorytem, indiańskimi wpływami, iż trudno uwierzyć, że de Araujo urodził się w Hiszpanii, a nie w Boliwii czy Peru.

piątek, 18 grudnia 2015

Arensky & Bortkiewicz: Piano Concertos - Stephen Coombs, BBC Scottish Symphony Orchestra, Jerzy Maksymiuk [18-22 grudnia 2015]



Genialna płyta ... Jedna z najciekawszych w tej i tak niewyobrażalnie rewelacyjnej serii.

Kilka dat - bo bez nich naprawdę można się pogubić słuchając tych koncertów.
Swój jedyny koncert fortepianowy , 22-letni (!) Anton Arensky publikuje w 1883 roku, (zapija się na śmierć w fińskim sanatorium w 1906...); Bortkiewicz swój pierwszy komponuje będąc 10 lat starszym - w roku 1912; Rachmaninow swoje cztery koncerty pisze w latach - 1891, 1901, 1909 i 1926; Prokofiew swoje pierwsze trzy - w 1912, 1913 i 1921; i mały skok w czasie - Czajkowski swoje - w latach 1875, 1880 i 1893.
Na pewno słychać u AA jego rosyjskich mistrzów i przyjaciół - Rimskiego-Korsakowa i Czajkowskiego, słychać Chopina i Liszta, Mendelssohna i Griega. Ale ... ale słychać przede wszystkim nadciągającego Rachmaninowa, bo kiep, kto w tym koncercie nie usłyszy Rach2 i Rach3.

Niezwykłej urody jest ta muzyka - i naprawdę dotyczy to i obydwu koncertów, i przepięknej Fantazji na temat rosyjskich pieśni ludowych. I ileż tam melodii! ileż pomysłów! porywających harmonii i temp. Jeden i drugi koncert - po to te daty powyżej - jest w jakiś sposób nowatorski i wizjonerski.
Od samego początku bardzo lubiłem tę płytę - nic się nie zmieniło; wręcz lubię ją jeszcze bardziej.
Pora wyciągnąć z półki płyty z koncertami Lyapunova (Hamish Milne) i vol. 5 - z Bałakiriewem i Rimskim-Korsakowem (Malcolm Binns).