poniedziałek, 23 października 2017

"Charpentier !" - Le Concert Spirituel - Herve Niquet [22 października 2017]

Co to była za niedziela! "Armida" Lully'ego pod Roussetem i zaraz po niej ten znakomity box od Glossy z muzyką Charpentiera! Wszystko razem - marzenie!
Le Concert Spirituel - to od lat jeden z moich ulubionych francuskich zespołów. LAF, MdL, LTL, Symphonie du Marais ... od niemal 20 lat. Genialne "Semele", "Proserpine" i "Callirhoe", kolejne (ciągle dla Glossy) znakomite płyty z muzyką Desmarest'a, Campry, Rameau .... i rzecz jasna - Charpentiera. Tego Charpentiera - bo nagrali także Gustawa!

Box to oczywiście reedycja wcześniejszych nagrań; mamy tutaj 'Te Deum' ("to" - H. 146), trzy Motety H. 202, 291 i 365, Mszę dla Monsieur de Mauroy, Lecons de Tenebres i Medytacje.  Nagrania z lat 1999-2001.
Wśród wykonawców - Patrick Cohen-Akenine na pierwszych dwóch płytach, Michel Chapuis na drugiej, a na trzeciej - Francois Lazarevic!
Za każdym razem gdy słucham muzyki Charpentiera i ja zadaję sobie pytanie: co by było gdyby ten hiper-utalentowany zbój Lully nie zmonopolizował muzyki na królewskim dworze? Gdyby poza "Medeą" skomponował kilka innych tragedii lirycznych? Więcej dzieł o zdecydowanie świeckim charakterze?



Rachmaninov - Music for Two Pianos - Martha Argerich et al. - [22 października 2017]


Wielka, przepiękna płyta. Czapka z głowy przed Wielką Martą, bezapelacyjnie najwybitniejszą pianistką i i jedną z najciekawszych muzycznych osobowości naszych czasów.
Artystce, która towarzyszy mi w zasadzie od samego dzieciństwa, a której ani razu ni widziałem / słyszałem na żywo! Jedna z pierwszych (i bardzo niewielu) płyt, jakie miałem w domu to właśnie kronika konkursu chopinowskiego, który MA wygrała...

Bach - Goldberg Variations - Angela Hewitt [...środek października 2017]


Byłby wstyd ... o mały włos a zapomniałbym  jednej z ciekawszych płyt ostatnich tygodni.
A może i miesięcy...?
Drugie podejście Angeli Hewitt do GV - nagranie z 2015 roku.
Poprzednie - też dla Hyperionu - głośne i uznane (i świetnie mi znane) z 1999 roku. Zagrane na Steinwayu. To - na Fazioli. Sama AH zachęca do porównań, odnajdywania podobieństw i różnic.
W arcyciekawym i niezwykle osobistym tekście, z naprawdę rewelacyjnej książeczki, pisze o roli GV w swoim życiu. Niezwykłej roli. Szkoda, że opisując różne miejsca na świecie w których je grała, nie wspomina koncertu na warszawskim Zamku Królewskim :) (Chociaż głowy już nie dam, czy aby na pewno grała GVs a nie WTK... w każdym razie - autograf mam na pierwszym WKT!)

Tak bardzo mi się ta płyta podoba, że chyba zaraz napisze do Music Island i zamówię CD!
Tym bardziej, że AH jest autorką naprawdę niezwykłego eseju (w którym wariacja po wariacji gruntownie całość analizuje) - i to wszystko razem po prostu trzeba mieć.
Oczywiście nie pamiętam nagrania poprzedniego. W ostatnich kilkunastu miesiącach słuchałem różnych GVs - granych zarówno na klawesynie, jak i na fortepianie. Najnowszych i nieco starszych - głównie nagrań bardzo dobrych (bo na inne szkoda czasu).
Jest coś niezwykle intrygującego w tym wykonaniu. Bardzo spokojnym i zrównoważonym (czy aby po prostu nie: "mądrym"?) AH pisze o znaczeniu melodii tanecznych w muzyce Bacha, o radości jak ją przenika. O tym, jak często - wbrew obiegowym opiniom - przychodzi ona z wiekiem. I to słychać. Taką dojrzałą radość.
Nie wspomina AH ani słowem o Couperinie - a ja dałbym głowę, że przygoda z jego muzyką gruntownie zmieniła jej pojmowanie także muzyki Bacha. Bo gra go tak nieco po "couperinowsku" :)
Lekko, śpiewnie, niemal nieustająco w tanecznym rytmie.
Piękna płyta.

Charles Ives - Symphonies 1 & 2, Symphony 'New England Holidays' ... - Melbourne Symphony Orchestra, Andre Davis [22 października 2017]

 

"Mit Ives'a" dotarł i do wschodniej Europy. "Niemal samouk, prekursor awangardy, piszący do szuflady, ignorowany i wręcz za życia zapomniany.
Może poza tymi ostatnimi - sporo z tego to tak nie do końca prawda. Na pewno nie samouk - bo wykształcony był naprawdę solidnie; z prekursorstwem też sporo przesady. Warto sobie przypomnieć co się działo w muzyce na przełomie XIX i XX wieku, co pisano przez I Wojną i tuż po niej. A Ameryka nie leżała wtedy na jakichś cywilizacyjnych antypodach. Kto zdobył sławę na scenach Europy, ciupasem płynął za Atlantyk, by zamienić ją na szeleszczące, zielone dolary.
Dwa dni temu słuchałem w warszawskiej FN V symfonii Sibeliusa - skomponowanej w 1915 roku.
Nie zamieniłbym jej za te dwie symfonie Ives'a! Chociaż jest w nich kilka dużej urody miejsc (śliczny temat z Adagia i Allegra z pierwszej).

Dwie pierwsze symfonie Ives'a pochodzą dokładnie z przełomu XIX i XX stulecia - pisane na przestrzeni kilku lat, przerabiane i modyfikowane. Obydwie - jakież przeciwieństwo do wykonywanego natychmiast Sibeliusa! - wykonane pół wieku później! Nie wiem co Sibelius sądził o dziełach Mahlera, czy i jak je cenił; ale dam głowę, że w wielkim poważaniu miał je Ives. Bo jego dwie pierwsze symfonie są wręcz do szpiku kości 'mahlerowskie'.  Dzieje się w nich naprawdę mnóstwo. Cytaty, zapożyczenia, zmiany tempa, nastrojów niemal jak na kolejce górskiej! I niemal jak na jarmarku .... Czy to nie jest echo tych wszystkich parad orkiestr dętych, których młody Charles słuchał w dzieciństwie na rynku w Danbury? Jedną z nich prowadził jego ojciec; zdarzało się, że umiejscowione w różnych rogach placu, grały równocześnie ... co innego. Słyszę te orkiestry w muzyce Ives'a. I moim zdaniem, wcale to jej nie wychodzi na dobre. Dokładnie z tego samego powodu nie przepadam za symfoniami Mahlera... 
Nie da się jednak ukryć, że te gęsto powplatane w partytury popularne amerykańskie melodie, jesli wyłapane, potrafią sprawić sporo radości. Ot choćby "O! Tudadej" z zamykającego drugą Allegra :)

Nienumerowana symfonia "New England Holidays" otwiera drugą płytę. Tutaj zabawa cytatami rozwija się już na całego! I nawet trudno się dziwić Amerykanom, że jak już CI odkryli, to się nim do bólu wręcz zachwycają. (Czy mają cokolwiek lepszego...?) Ale ja cały czas mam uczucie takiego ciężkiego 'nadmiaru' - pomysł goni pomysł ... i cały czas te przekrzykujące się orkiestry z różnych stron.... 'The Fourth of July" wręcz idealnie to ilustruje - amerykańska megalomania w kilkunastu taktach.  "Three Places in New England" mają wszystkie grzechy "Holidays"; ale nie da się ukryć, że króciutkie "The Unanswered Question" to utwór po prostu kosmiczny ....

Obydwie płyty - i całą inna masa różnych nagrań Ives'a - są na Spotify ... robię zatem miejsce na dysku.


piątek, 6 października 2017

Misz-masz październikowy (wbrew pozorom całkiem spójny) [1-8 października 2017]


Trzy bardzo ciekawe płyty, całkowicie przypadkowo dobrane. Lubię porządki na dyskach, bo zwykle nie pamiętam kiksów - płyt słabych i 'do zapomnienia', a zawsze mam sporą radość z takich zestawów. 



Wiele szumu narobiła Decca przy okazji pierwszych płyt BG, czyniąc z niego pianistyczne objawienie naszych czasów. Sporo trzeba dystansu to zabiegów wytwórni, która podpisała kontrakt z Valentiną Lisitsą .... Ale Grosvenor to jednak inna liga - I Bogu dzięki. Nagrywa bardzo spójne i konsekwentne płyty. Składa swoje programy w naprawdę intrygujący sposób. I co najważniejsze - robi to bardzo odważnie, nie bojąc się mierzyć z dziełami naprawdę wielkimi, za które wielu pianistów, nawet bardziej od niego doświadczonych, wciąż boi się zabrać.
Niezwykłej urody jest bachowska Chaconne 1004 w transkrypcji Busoniego. Jak ich zwykle nie lubię - i transkrypcji JSB w ogóle, a Busoniego wręcz najmniej - ta zawsze mnie urzeka. Znakomite są Preludium, Chorał i Fuga Francka - ale tych mógłbym słuchać w kółko, boję się że wspomniana VL też mogłaby mnie zachwycić... I przecudowana Barkarola Chopina! Kończący płytę zbiór Venezia e Napoli Liszta zagrany jest przednio ale wolałbym by to Franck kończył płytę, coś mi tu umyka, coś burzy zbudowany misternie nastrój. Pytanie tylko: Liszt czy Grosvenor?
(Preludia i Fugi w transkrypcji Menelssohna mi się nie podobają.)



The Parley of Instruments to jeden z moich ulubionych zespołów. W tamtych czasach - płyta jest z 1999 roku - brałem ich nagrania w ciemno. To, co wtedy robił Hyperion, jakie płyty nagrywał, czyje(!) i ile(!!), naprawdę przechodziło wyobrażenie. Czasy już nie wrócą - złota era płyty CD bez wątpienia dobiegła końca. Hyperion nadal idzie nieco na przekór rynkowi, zobaczymy co z tego wyjdzie (ale to na inny wątek).
Dla popularyzacji muzyki powstałej w XVII i XVIII wieku na Wyspach chyba mało kto zrobił tyle, co Peter Holman i grupa jego przyjaciół.
Ta płyta to 46-ta (!!!) cześć znakomitego cyklu English Orpheus. Dyskografię w samym Hyperionie mają imponującą; szkoda że się z nim rozstali, Chandos od jakiegoś czasu muzykę tworzoną przed XIX wiekiem traktuje nieco 'per nogam'. Cisza w katalogu, cisza nawet na stronie samego PoI. Szkoda, jeszcze raz szkoda :(
Zostaje przetrzepywać te stare nagrania i cieszyć się tym, co jest. A to i tak całe dni słuchania!
Viola to jeden a instrumentów, na punkcie którego Brytyjczycy dostali w pierwszych dekadach XVII wieku kompletnego hopla - rzecz jasna: ci "szlachetnie urodzeni"! Całej ogromnej niemuzykującej większości takie fanaberie nie były nawet w głowie! Drugim - był flet prosty - że tańszy o niebo - ten trafił niemal pod strzechy. Violi basowej jest poświęcona ta płyta. Występuje w różnych konfiguracjach - solo, w duecie i w tercecie viol! I w bardzo rozmaitym towarzystwie - głównie organów, teorbanu i lutni, w sonatach Handla dołącza się klawesyn. Utwory pochodzą o kompozytorów świetnie znanych - GFH, Purcell, Corelli; znanych 'umiarkowanie' - Draghi i Finger; a kilka nazwisk całkiem nowych - Hely, Gorton, Conti czy Bocchi.
Postacią numer jeden płyt jest dla mnie Gottfried Finger, urodzony w Ołomłyńcu rodak ... Petra Wagnera, który niedawno nagrał przepiękną płytę z muzyką GF!) Uczeń Bibera (!), muzyk nadwornej kapeli króla Jamesa II, po kilkunastu latach pobytu w Londynie, dotknięty do żywego porażką w muzycznym turnieju na skomponowanie Sądu Parysa, urażony opuszcza wyspy.
(Jak niemal zwykle - esej w książeczce czyta się z wypiekami na twarzy. A Sonaty i Suity Fingera słuchałbym na okrągło!



Umiarkowanie mi mi się ta płyta do tej pory podobała - wyłącznie za przyczyną programu: tak sobie przepadam za tą formą i już. W baroku lubię skrajności - solowy instrument z jednej strony - duży zespół z drugiej.
I chodzi mi tylko o ten okres, o tych kilka dziesięcioleci na początku XVIII stulecia - dokładnie: najlepsze lata w twórczości tej Wielkiej Trójki - Bacha, Handla i Scarlattiego. Ten ostatni pojawia się tutaj nieco jak wisienka na torcie - można wciąż spekulować na ile intencją kompozytora była właśnie taka forma. Ale dzięki takim spekulacjom kolejne pokolenia muzykologów wciąż mają na chleb.
Nie sposób przejść mimo nagrania, nad którym wspólnie pochylili się Steven Isserlis i Richard Egarr.
I słuchając tej płyty po raz kolejny w ostatnich dniach - wrzucam ją na weekend ponownie na J3 - słucham w spokoju. Wiele na to wskazuje, że wszystko to, co napisałem na początku, powinno mieć już formę czasu przeszłego ...

{22 października 2017}
I odszczekuję - piękna, ciepła płyta; w sam raz na taką jesień jaka za oknem. Znakomicie grają, Isserlis na wyraźnie pierwszym planie (muszę sprawdzić co to za instrument - brzmi znakomicie); Egarr nieco w tle, w takim lekko zdystansowanym akompaniamencie. Pod palcami - także i on - ma znakomicie brzmiący instrument! Inna sprawa - robota nagraniowców - znakomita!


czwartek, 7 września 2017

Chpin - Piano Concertos - Krystian Zimerman, Los Angeles Philharmonic Orchestra, Carlo Maria Giulini [7-... września 2017}


A jak! A czemu nie!? Taki sympatyczny staroć tuż przed kanikulną przerwą.
I będzie ciąg dalszy - bo w tej chwili zapis głównie 'na pamięć'. 
KZ gra cudnie ale LAPO ... na pierwsze słuchanie - tak sobie...
Dlatego wrócę do tej płyty pod koniec września :)

I wróciłem - na początku października :)
Cały czas mam wrażenie, że kalifornijczycy prowadzeni przez samego CMG nieco młodziutkiemu Zimermanowi przeszkadzają. Rzecz jasna - warto mieć / znać/ słuchać / tę płytę, także i po to, by zaraz potem sięgnąć po tę niezwykłą, nowszą, z Polską Orkiestrą Festiwalową. Bardzo jestem ciekaw, "co by było" gdyby menadżerowie DG posadzili KZ przed inną orkiestrą, obok innego dyrygenta? Spotify ma tylko jedną płytę CMG z muzyką Chopina ... tę właśnie.
Nie porywa - ale piękne wspomnienie jest ....

wtorek, 5 września 2017

Rameau - "Pygmalion" - Les Talens Lyriques, Christophe Rousset [2-5 września 2017]


Staram się coraz bardziej panować nad sobą... ale czasem to z trudem przychodzi. Przy niektórych nagraniach to człowiek jest po prostu bezradny - z zachwytu. Już teraz to moja kandydatka na płytę roku. Ależ to zaśpiewane, zagrane! Jak nagrane!

{22 października 2017}
Cudo. Piękna jest wcześniejsza "Armida" - chociaż i "Roland", i "Perseusz" - jako nagrania - podobały mi się bardziej; ale ten "Pigmalion" jest po prostu rewelacyjny. Nadzwyczajny.
I aż boję się konfrontacji jaka mnie czeka za kilkanaście dni - WOK wystawi i "Armidę", i "Pigmaliona" - tego z zapewne tylko fragmentami "Dardanusa". Niestety - wszystko co w ostatnim czasie działo się wokoło WOKu  - nie napawa większym optymizmem. Żeby chociaż granie sprawiało tym muzykom połowę tej radości co ekipie Rousseta; o publice nie wspomnę.